Dlaczego nosimy to co nosimy i co tak naprawdę wtedy nosimy?


Dlaczego nosimy? Z pewnością po to, aby nie złamać prawa. Ustawa o obrażaniu ludzi z 1894 roku zabroniła pokazywania się nago w miejscach publicznych. Poza tym, nagość w końcu i tak zrobiłaby się nudna. Ludzie zaczęliby szukać sposobu na bycie oryginalnym, innym. Dlatego właśnie nosimy. Bo pod tym co nosimy, jesteśmy tacy sami. Nie sztuką jest pokazywać się bez ubrań. Sztuką jest je pokazać na sobie. We własny sposób.

Jednak ku Waszemu zdziwieniu nie tylko prawo jest powodem dlaczego nosimy. Nosimy, aby się pokazać, oczywiście z naszego punktu widzenia, z jak najlepszej strony. Strojem możemy wyrazić swoją kreatywność, nastrój, gust, dlatego w czasach królowania internetu, w prężnie rozwijających się internetowych markach cenimy często to, co oryginalne. Zaskakując swoimi pomysłami dają każdemu z nas szansę na wyrażenie siebie. Nawet nie wiedzą, że to tak, jakby dali nam pewnego rodzaju broń w rękę.

Moda nie byłaby modą, a Ziemia nie byłaby Ziemią, gdyby nie istnieli na niej ludzie, którzy mają pieniądze, a ubrania stają się dla nich okazją, by pokazać zasobność swojego portfela. Odbiegając od tego (niestety coraz bardziej zglobalizowanego zjawiska), skupmy się na tym, po co istnieje streetwear i skąd się wziął. “Streetwear to
inspiracje przestrzenią uliczną, łączące wygodę, kalifornijski luz, chwytliwe i prowokujące nadruki oraz oryginalne projekty graficzne na ubraniach”. “Bezpretensjonalny, luźny i nieco buntowniczy”. Panuje tu pełna dowolność i możliwość różnych interpretacji. Jedyną niezmienną odzieży streetwearowej jest skupienie się na casualowych, wygodnych elementach, takich jak jeansy, koszule, czapki z daszkiem i sneakersy.

Streetwear ma obywatelstwo amerykańskie, narodził się bowiem w Los Angeles w kulturze surfingowej pod koniec lat 70. i na początku lat 80. XX wieku. Wśród takich marek znalazły się wtedy BlauGrun, Ocean Pacific, Hobie, Off Shore, Gotcha i Life’s a Beach. Lokalny projektant desantów surfingowych Shawn Stussy zaczął sprzedawać drukowane koszulki z tym samym znakiem firmowym, który umieścił na swoich deskach surfingowych. Początkowo sprzedawał przedmioty z własnego samochodu. Gdy popularność wzrosła, zwiększył sprzedaż do butików. Stussy przenosząc się na wyłączną sprzedaż potwierdził podstawową regułę streetwearu – biorąc pod uwagę wielostronną, subkulturową różnorodność, T-shirty na bazie lifestyle’u południowej Kalifornii i godny naśladowania ograniczony styl luksusowych marek – dwa najbardziej integralne elementy, które czynią markę streetwearową to koszulki i wyłączność.
Wystarczy włożyć na siebie jakiś ciekawy tees, by padły pytania skąd taki zakup. I tu wielkie zdziwienie! W streetwearze nie znajdziemy produkowanych masowo egzemplarzy, dostępnych na wyciągnięcie ręki. Ubrania są najczęściej produkowane przez małe firmy, stawiające na jakość i indywidualizm, często bazujące na autorskich projektach. Odbiegają one od mainstreamu, wyróżniają się na tle pozostałych firm. Wczesne marki streetwearowe czerpały inspirację z estetyki punku, new wave, heavy metalu i późniejszych kultur hip-hopu. Wówczas marki odzieży sportowej i mody, takie jak Kangol i Adidas, przyłączyły się do pojawiającej się w 1980 roku sceny hip-hopowej. Jednak Nike zdobył wkrótce gwiazdę koszykówki – Michaela Jordana, co w rywalizacji z firmą Adidas w 1984 roku okazało się ogromnym punktem zwrotnym, ponieważ Nike zdominował rynek miejskiego streetwearu w latach 80. i 90. Inne powstałe marki odzieżowe, takie jak Champion, Carhartt i Timberland były bardzo ściśle związane ze sceną, ale w szczególności na wschodnim wybrzeżu, z takimi hip-hopowymi grupami jak Wu-Tang Clan czy Gang Starr.
W połowie lat dziewięćdziesiątych widząc, że ścisła i ciągła współpraca pomiędzy przedsiębiorstwami ma ogromny wpływ na wygląd sceny, odnotowano wzrost znanych marek luksusowych, takich jak Burberry, Gucci i Fendi, które ukształtowały się na rynku dzięki pojawianiu się w filmach i teledyskach hip-hopowych. Jednak najbardziej popularnym butem epoki był niewątpliwie Nike Air Force One, uwieczniony w utworze Nelly.

Na koniec, chcę tylko powiedzieć, że jako homo sapiens, jako jedyni ze 193 gatunków małp człekokształtnych nie mamy futra, więc wykorzystajmy to i miejmy na sobie coś FAJNIEJSZEGO. Użyłam tego słowa celowo, bo wyraz fajny, tak właściwie, nie ma definicji.

~ws