Tytuł nie jest przypadkowy, lecz najprawdopodobniej to nie o tym Jamesie Bondzie myślicie – nie będzie to marka agenta 007. Czas natomiast na artykuł o Undefeated!


Wspomniany wyżej James Bond, jeden z założycieli marki UNDFTD, swoje błogie dzieciństwo spędził w sklepie Kicks ‘N Lids, który prowadził jego ojciec. Był reżyserem teledysków, ale porzucił to na rzecz otwarcia swojego własnego sklepu K-Bond, do czego zainspirowała go najprawdopodobniej jego podróż wraz z małżonką po wyspach Pacyfiku – jak widać – czas odpoczynku i rekreacji zainspirował go do stworzenia czegoś, czego jeszcze nie było. Aktualnie odpowiada on wraz ze swoim zespołem za nowe projekty.

Drugim założycielem marki, tym bardziej nam znanym (gdyż to on w głównej mierze jest odpowiedzialny za kojarzone przez większość kolaboracje), jest Eddie Cruz. Wychowanek Bronxu. W swoim życiu zatrudniany był m. in przez Jamesa Jebbię, którego możecie kojarzyć z naszego artykułu o Supreme. Zarządzał on także takimi sklepami jak Stussy i Union, a w końcu do głowy przyszedł mu pomysł, żeby otworzyć własny sklep z kicksami. W czasie, gdy Eddie o tym myślał, nawet w Stanach brakowało miejsc, w których można znaleźć swoje wymarzone kicksy. Szukając inspiracji odwiedzał wiele sklepów, a los chciał tak, że jednym ze sklepów które odwiedził był ten o nazwie K-Bond.

UNDFTD powstało we wrześniu 2002 roku. Do współpracy, chłopaków nakłoniły… ich kobiety. Doszło do tego całkiem przypadkiem na jednej z imprez u dyrektora Stussy. Teraz czas na znalezienie miejscówki dla pierwszego sklepu. Bond i Cruz nie mogli lepiej trafić. Sklep został otworzony, jak to w przypadku już niejednego streetwearowego brandu bywało, w mieście aniołów, a konkretniej w ekskluzywnym regionie – La Brea. Tuż obok Stussy i Union. Jednym z pierwszych partnerów marki był kanadyjski designer Raif Adelberg, który spersonalizował Air Force 1 przed wysłaniem ich do Eddiego. To pierwsza transakcja, który zaczęła customowanie ubrań i przeróżne kolaboracje. Warto wspomnieć o jednych z pierwszych butów stworzonych w kolaboracji z Nike, a konkretnie białe Nike Dunk, czerwony swoosh i wyraziste logo marki na pięcie. Z tymi kicksami związana jest także ciekawa historia. Nike, na początku współpracy, podesłał 48 par butów ze złą podeszwą. Na szczęście brand zrekompensował się wysyłając 48 właściwych par. Pomyłka giganta wyszła chłopakom na plus.

 

Warto wspomnieć także o innych kolaboracjach Undefeated. Od Nike, przez Adidasa, Vans, Converse, Beats by Dre, BAPE czy New Balance. Firma może poszczycić się jednymi z najbardziej limitowanych z serii Jsów. Air Jordan 4 Undefeated. 72 sztuki na całym świecie, których wartość tak naprawdę ciężko w tym momencie ocenić, gdyż jest to model kolekcjonerski. Dostać je moża było tylko z raffle i licytacji. A także poprzez zoorganizowaną przez UNDFTD akcję charytatywną.

Tak właściwie to skąd wziął się pomysł na nazwę i logo? Logo – łącznie pięć kresek, konkretniej cztery pionowo i jedna w poprzek. Adam Levite – projektant – nazwał je “5Strikes”. Miało ono nawiązywać do samej idei marki Undefeated. Niezwyciężeni. Niepokonani. Nieposkromieni. Każdy z nas może tłumaczyć to jak chce. Przesłanie jest jedno. Kreski miały nawiązywać do sposobu odliczania swoich przeciwników. Wygrywamy pięć bitew i odchodzimy niepokonani. Bond i Cruz byli zdecydowanie nieprzeciętni, a nazwa miała obrazować ich podejście do tworzenia marki, idei walki do ostatniego tchu i ciągłego dążenia do celu. Never give up. Tacy właśnie mają być odbiorcy UNDFTD.

~gs