Streetwear jest obecny w naszym kraju dłużej niż większość może się spodziewać, jednak czasem jego najprężniejszego rozwoju, są ostatnie lata i miesiące.

Przeglądając daty dołączenia do najbardziej liczących się społeczności, obracających się wokół tego zagadnienia, zauważymy, jak mała garstka osób może pochwalić się stażem dłuższym niż rok. Nie jest to żaden wyznacznik, grupy zrzeszające pasjonatów mody ulicznej powstały stosunkowo niedawno, a przecież to nie one dały początek środowisku, jednak fakt ten oraz analiza wydarzeń, które tam się dzieją, pozwalają wysnuć pewne wnioski. Jak wszystko – posiada to swoje wady i zalety. Zacznę od pozytywnej kwestii, a mianowicie większej dostępności produktów na polskim rynku. To, czego kiedyś musielibyśmy szukać za granicą, dziś jest dostępne na wyciągnięcie ręki. Wiadomo – im więcej potencjalnych zainteresowanych, tym poważniej traktują nas producenci. Ponadto gwarantuje to, że w posiadaniu Polaków jest coraz więcej rzadkich rzeczy, co stymuluje rozwój handlu prywatnego. Wraz z napływem nowych ludzi, na grupach zauważalne jest zjawisko, polegające na zachowaniu jednakowego stylu przez znaczną liczbę osób. Było to szczególnie widoczne przykładowo podczas mody na old-skoole, które następnie masowo zaczęły być obrażane, ponieważ “każdy tak robi”. Nie oznacza to, że nie ma tu osób z własnym stylem, niekreowanym przez innych, a dostosowanym do wyglądu i osobowości. Dochodzi jednak następujący problem – chwalenie się tym jest związane z możliwością skopiowania przez innych, co z resztą często ma miejsce. Czy to złe? Poniekąd, ponieważ masowość nie sprawia, że coś nagle wygląda gorzej. Jest to jednak problem dla osób, które wolą się wyróżniać, wymaga to od nich wymyślania nowych rozwiązań. Kopiowanie zabija kreatywność, która w modzie jest podstawą. Po zapytaniu losowej osoby z jakiejkolwiek grupy, czym kieruje się przy doborze ubrań – względami osobistymi czy reakcją ludzi, otrzymalibyśmy zapewne odpowiedź oscylująca w okolicach własnego stylu i oryginalności. Realia często nie są tak kolorowe, na co dowodem są przytoczone wyżej sytuacje. Gdyby ludziom rzeczywiście zależało tylko na tym, żeby czuć się dobrze we własnym stroju, nie wybieraliby tak często bezpiecznych pozycji, gwarantujących uwagę innych. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że przy odrobinie starań każdy w tym momencie jest w stanie wykształcić styl, z którego sam będzie zadowolony, skupi na sobie uwagę, ale też będzie mógł odejść od wyznaczonych szablonów – wszystkie estetyczne połączenia nie zostały ani nie zostaną nigdy wykorzystane. Dlaczego zatem ludzie tego nie robią? Nie wiadomo, być może to przez lenistwo lub strach przed negatywną reakcją społeczności, co niestety jest dość powszechne – większość komentujących nie stroni od docinek. Dla dokładniejszej analizy tematu postanowiłem skonsultować się z kimś, kto wie znacznie więcej ode mnie, a mianowicie z Kamilem Tomaszewskim, znanym też jako Baks, mogącym pochwalić się jedną z największych kolekcji butów w Polsce. Oto jego opinia na temat polskiej sceny streetwear’owej.

Społeczność buciarzy w Polsce jest jedną z najdynamiczniej rozwijających się na świecie. Składa się na to bardzo dużo czynników, a chyba najważniejszy z nich to coraz większa dostępność produktów na naszym rynku. Polska stała się atrakcyjnym miejscem dla wielu brandów, które są gotowe wykładać pieniądze na kampanie oraz promocje produktów, a nawet na specjalne eventy. Oczywiście taka kolej rzeczy skutkuje tym, że wzrasta popyt na produkty, a dokładając do tego częstsze poruszanie tematu w mass mediach mamy obecnie boom. Jeszcze niedawno myślałem, że napływ przypadkowych osób do społeczności to naturalna kolej rzeczy i zaciskając zęby, akceptowałem to. Ostatnio jednak zmieniłem zdanie. Z ciekawości postanowiłem dołączyć do kilku zagranicznych grup o podobnej tematyce i trochę się zdziwiłem. Poziom dyskusji i podejścia do sprawy jest całkowicie naturalny, a u nas w Polsce, wydaje mi się, że dla nastolatka buty i ciuchy, to wypełnienie pustki, która jest spowodowana np. wiecznie nieobecnymi rodzicami lub innymi problemami natury egzystencjalnej. Podsumowując, społeczność streetwear’ową w Polsce traktuję trochę po macoszemu i z przymrużeniem oka, ale wiadomo, że jak wszędzie znajdziemy plusy i minusy. Ja czekam na rozwój wydarzeń, patrząc trochę z boku.

Reasumując, nie istnieje klarowna odpowiedź na pytanie zawarte w tytule. Uogólnianie byłoby tu błędem, każdy jest odmienny i ma swoje własne zdanie oraz inny wpływ na ludzi. Znajdziemy zarówno prawdziwych pasjonatów, jak i osoby, które szukają tylko atencji. Nie możemy zapomnieć, że istnieją pewne powody do obaw, jednak nie przekreślają one świetlanej przyszłości naszej społeczności. Pozostaje nam tylko czekanie z nadzieją na pozytywny przebieg spraw. Próbując zmienić innych, zacznijmy od pracy nad sobą – nikt nie ma takiej kontroli nad naszą mentalnością jak my sami.

~bs