Chciałem, aby to co tworzę było jedynie ubraniem, nie niosło za sobą żadnej ideologii czy dorobionej historii, może dlatego sa w jakimś stopniu “bezużyteczne”.


Dlaczego padło na nazwę “Uzless”? Czy ma to jakiś głębszy związek z powstaniem marki?

Na wstępie chciałbym zauważyć, że strasznie długo miałem problem z nazywaniem tego co robię “marką”. Mówię o tym dlatego, że pomoże to wielu osobom zrozumieć moje podejście do “Uzless”. Trochę już przywykłem do tego określenia. Filozofia jednak pozostała niezmienna, marka w moim mniemaniu to duże przedsięwzięcie angażujące wielu ludzi poczynając od projektantów, kończąc na dystrybutorach. Ja praktycznie wszystko robię sam, praktycznie bo w kwestiach informatyki jestem zielony więc korzystam z bardzo cennej pomocy można powiedzieć mojego e-współpracownika, pozdro Krzysiu. Trochę się rozpisałem. Uzless to zniekształcony zapis angielskiego “useless”. Szukałem czegoś w swoim rodzaju, w jakiś, nieznany już teraz mi sposób trafiłem na owe słowo, stwierdziłem, że brzmi ono świeżo, pomyślałem “nieźle”. Sam nie wiem dlaczego nazwałem markę “bezużyteczną”. Być może dlatego, że od pewnego czasu ubrania stały się dla mnie czymś co powinno zaspokoić moje potrzeby nazwijmy to estetyczne. Chciałem, aby to co tworzę było jedynie ubraniem, nie niosło za sobą żadnej ideologii czy dorobionej historii, może dlatego są w jakimś stopniu “bezużyteczne”.

Jak wygląda prowadzenie marki z Twojej perspektywy? Co na to znajomi, rodzina, inne bliskie Ci osoby? Jesteś kojarzony ze swoją marką?

Jestem osobą młodą, więc nie mam wielu obowiązków. “Uzless” jest dla mnie swego rodzaju sprawdzeniem siebie, może nawet challengem. Czuję ogromną satysfakcję, kiedy cały drop schodzi w jeden wieczór. Mało kto wie, ale tak jak mówiłem wcześniej, większość rzeczy robię sam. Nie lubię mówić o sobie w superlatywach, ale uważam że akurat to wychodzi mi całkiem nieźle. Chciałbym jednak, by rozrosło się to tak, abym potrzebował czyjejś pomocy. Rodzice są dumni, że robię coś samodzielnie, na coraz większą skalę, trochę narzekają na kartony rosnące aż pod sufit. Dziewczynę na randki zabierałem na pocztę, a wszyscy znajomi śmigają w moich ciuchach. Chyba są zadowoleni. Zabrzmi to dziwnie, ale czuję się kojarzony. Większość rozmów z ludźmi czy to w internecie, czy w cztery oczy schodzi na Uzless, coraz więcej ludzi pyta, interesuje się tym. Cieszy mnie to ogromnie, daje to świadomość, że ludzie doceniają to co robię.

Szykują się jakieś nowości? Jak będzie wyglądała polityka sprzedaży? Czym masz zamiar podbić serca klientów?

Dosłownie za chwilę do sprzedaży trafi najnowsza kolekcja “David” wykorzystująca projekt bardzo utalentowanej pani, pozdro Magda. Dla fanów serii “Uzi” także się znajdzie wiele dobroci! Odkąd przyszedł mi do głowy pomysł założenia marki, stosuje się do pewnej prostej zasady. Oferuje ludziom produkt, który sam chciałbym kupić, nosić. Uważam to za pewnego rodzaju autentyczność, a o to coraz trudniej.

Jaku ustosunkujesz się do współczesnych marek? Które Twoim zdaniem mają przyszłość na polskim rynku streetwearu?

Strasznie jaram się marką Aint. To co robią jest dla mnie bardzo inspirujące, dopracowane w każdym szczególe. Uważam, że rynek jest na tyle obszerny, że jest tu miejsce dla każdego kto jest w stanie wypełnić jakąś niszę. Szanuje każdego kto robi swoje wbrew opinii innych osób, jestem przyjaźnie nastawiony do konkurencji, dopóki ktoś podziela moje podejście. Będę bronił tego, w co wkładam tyle czasu i pracy.

Wywiadu udzielał Misha Grygorczuk

~gs