Chunky-kompendium to trzyczęściowy cykl tekstów w całości poświęcony najgorętszemu obecnie w świecie sneakersów trendowi – dad shoes. To zdaje się pierwsza w Polsce próba szerszego pochylenia się nad samą modą na “brzydkie buty” i spisu godnych uwagi/polecenia modeli, zarówno z “niżej półki”, jak i sylwetek sygnowanych nazwami znanych domów mody. Dziś oddajemy w Wasze ręce pierwszą część, próbującą uchwycić historyczne podstawy boomu, który od 2017 nie opuszcza wybiegów, profili infulencerów na Instagramie i sklepowych półek.


Same “rewolucje” w świecie mody mają bardzo ulotny charakter – ich pięć minut chwały z reguły mija tak samo szybko, jak nastało, ustępując miejsca nowym pomysłom i koncepcjom projektantów. Moment, w którym estetyka zostaje odrzucona na rzecz pozornej “anty-estetyki” i brzydoty, wywracając cały świat mody do góry nogami, to właśnie jedna z tych rewolucji, nad którą warto się pochylić. A do takich bez wątpienia należy cały trend chunky sneakers i normcore.

Jak to się zaczęło?

Początków nurtu inspirowanego starymi biegowymi klasykami, charakterystycznymi dla outfitu stereotypowego mężczyzny po 40-stce, należy doszukiwać się w mającej swoją premierę w 2013 roku kolaboracji Adidasa z Belgiem Rafem Simonsem. Moment, w którym postanowili wziąć na warsztat sylwetkę Ozweego, był – jak się później okazało – punktem zwrotnym w świecie mody i kulturze sneakersów – choć w momencie premiery mało kto jeszcze podejrzewał, że ta zwróci się później w tym kierunku. Stworzony z kilku materiałów osadzonych na grubej podeszwie but nie był czymś, co wpasowywało się w ówczesną estetykę. I o ile środowiska związane z high-fashion były skłonne przekonać się do nich całkiem szybko, tak spora część sneakerheadów zbywała je częściej twierdzeniem o kolejnym dziwnym (i cholernie drogim) pomyśle projektantów, który nie wyjdzie poza kategorię ciekawostki, niż przyjmowała z aprobatą.

Adidas Ozweego I fot. Grailed.com

 

NORMCORE

Czyli zwrot w stronę wygody, “normalności” i naturalności, był kolejnym krokiem na drodze do powrotu butów biegowych z  lat 90-tych (choć, naturalnie, mocno odmienionych). Wylansowany przez kolektyw K-HOLE termin oznaczał ni mniej, ni więcej, jak postawienie na piedestale wyglądu szablonowego “normalsa” w białej koszulce i szerokich jeansach. Modowy obrót o 180 stopni? Przejście od estetyki do wygody i pragmatyzmu? Dokładnie tak. Część modowego środowiska dziennikarskiego okrzyknęła nowy trend jako “anty-modę” i modę na “brzydotę”. Kolekcja Acne na jesień-zimę 2015, idealnie wpasowująca się w ramy normcore’u, dołożyła od siebie kolejny kamyczek w stronę nadchodzącej chunky-rewolucji, lansując opartą na masywnej podeszwie konstrukcję modelu Sascha, wykończonego inspirowanym butami outdoorowymi wiązaniem. Swoją cegiełkę dołożył Kris Van Assche, dyrektor kreatywny męskiej linii Dior Homme, podczas pokazu wiosna/lato 2015. Za sprawą Iana Connora do łask wróciła sylwetka Sport Stamina od marki Skechers, która – już niedługo – szybko zostanie uznana za jedną z najlepszych budżetowych alternatyw dla modeli wychodzących spod rąk projektantów high-fashion.

Acne Studios jesień-zima 2015

Patrząc na obierany powoli przez świat mody kierunek trudno nie wspomnieć o Goshy Rubchinskiym i jego postsowieckiej, inspirowanej subkulturami estetyce,  zaadoptowanej później przez wiele innych brandów. Obszerne bluzy, szerokie dresowe lub jeansowe spodnie oraz duże kurtki i sportowe buty, przywodzące na myśl styl mieszkańców państw byłego bloku wschodniego, ubierających się w powstających jak grzyby po deszczu,  po upadku socjalizmu, zachodnich sklepach. Kolejna cegiełka, oddalająca współczesną modę od przyjętych wzorców elegancji.

Gosha Rubchinskiy jesień-zima 2015

Na popularności normcore’u do głosu doszli Calvin Klein i Tommy Hilfiger ze swoimi jeansowymi, “basicowymi” kolekcjami. Prawdziwym motorem napędowym stał się jednak modowy kolektyw VETEMENTS, prowadzony przez Demnę Gvasalię. Filozofia brandu, oparta na skupianiu się na ubraniach, a nie nazwiskach projektantów oraz przełomowy pokaz na jesień-zimę 2015, stały się symbolem zmian, które zrewolucjonizowały dotychczasową modę. Klasyczne, dobrze znane już elementy garderoby – skórzane kurtki, płaszcze i jeansy zyskały mocno oversize’owy i ekstremalny (często aż do przesady) krój, inspirowany wdzierającą się na salony postsowiecką estetyką Goshy. Wszystko to sprawiło, że Demna i jego zespół projektantów szybko stali się najgorętszymi tematami rozmów modowego światka. Opinie były (i są) skrajnie podzielone – część osób traktowało (i traktuje) ekscentryczne pomysły Vetements w kategorii kpiny, inni zaś jako inspirację i nowe spojrzenie na modę. Noszone przez gwiazdy i influencerów ubrania postawiły kolejne mocne podwaliny pod nadchodzący trend w świecie butów, który już niedługo Demna wprowadzi na szczyty popularności.

Vetements jesień-zima 2017

 

Balenciaga Triple S – narodziny symbolu

Pokaz męskiej kolekcji Balenciagi, zaprojektowanej przez Gvasalię na jesień/zimę 2017 podczas Paris Fashion Weeku był z pewnością najważniejszym momentem, punktem kulminacyjnym rozwoju całej mody w kierunku chunky sneakers. Oversize’owe kroje, ikoniczne logo inspirowane motywem kampanii lewicowego kandydata na prezydenta USA, Berniego Sandersa, połączenie normcore’u, workwearu, minimalizmu i elegancji, a to wszystko w duchu krawieckiego dziedzictwa francuskiego domu mody – wśród krytyków nie trudno natknąć się na opinie, według których był to najlepszy pokaz Gvasalii i (najważniejszy dla jego kariery). Oczy całego świata mody zwróciły się w stronę zaprezentowanego modelu Triple S – masywnej i chaotycznej, składającej się z trzech podeszew sylwetki, wykonanej z łączonych materiałów, pokrytej fabrycznymi efektami zużycia.

Balenciaga Triple S podczas pokazu jesień-zima 2017

 

Cena wynosząca prawie 1000 dolarów, oryginalny design i mnóstwo rozbieżnych opinii – echa styczniowego pokazu Balenciagi zdawały się budzić w świecie mody większe emocje, niż cokolwiek przedtem. Temat Triple S był podłapywany nawet przez portale w żaden sposób niezwiązane z modą – oczywiście odnosząc się do niego niemalże wyłącznie krytycznie. Projekt Demny został najczęściej omawianą i pożądaną parą w świecie high-fashion i streetwearu. Szybko stał się  najpopularniejszym sneakersem wśród gości Fashion Weeków. Instagramowi infuencerzy i gwiazdy błyskawicznie podłapali temat, podkręcając jeszcze mocniej (wydawałoby się i tak nakręcony do granic możliwości) hype. Triple S mogliśmy (i wciąż możemy) zobaczyć na nogach m.in. Hailey Baldwin, A$AP Rocky’ego czy Rihanny. But, który z miejsca spotkał się z potężną krytyką, w mgnieniu oka wdarł się na salony, odciskając piętno na całym rynku obuwniczym.

Ekspansja 

Na odpowiedź ze strony konkurencji nie trzeba było długo czekać – Dior Homme Runner, zaprojektowany przez Kima Jonesa (byłego dyrektora kreatywnego Louis Vuitton), model Rhyton od Gucci, Ozweego III od Adidasa i Rafa Simonsa, Sofiane od Acne Studios, Genetically Modifited Trainer z kolaboracji Vetements i Reeboka, Adidas Yeezy Wave Runner 700, nowe wersje i kolorystyki Triple S – świat high-fashion zwariował na punkcie “brzydkich” butów. Z racji kronikarskiego obowiązku nie wypada zapomnieć o Louis Vuitton Archlight, osobliwym połączeniu wpisującej się po części w ramy futuryzmu sylwetki, zmiksowanej z klasycznymi już cechami chunky sneakers.

Gucci Rhyton

 

Swoją szansę zarobku szybko dostrzegli producenci spoza kręgów luksusu – w końcu Triple S czy Ozweego to zdecydowanie nie buty na każdą kieszeń. Konsumenci zaczęli szukać godnych alternatw, spośród których najmocniej wyróżniał się kultowy model Air Monarch IV od Nike oraz propozycje amerykańskiego Skechers – Energy Afterburn, D’lite i wspomniany już wyżej Sport Stamina. Moda na dad shoes pozwoliła wgryźć się w rynek sneakersów markom, które dotąd działały raczej mocno w cieniu gigantów pokroju Nike czy Adidasa. Najlepiej wyszło to zdecydowanie włoskiej Filii oraz ich modelowi Disruptor, dobrze przyjętego zwłaszcza wśród kobiet. Na popularności zyskała reedycja masywnego, koszykarskiego modelu Nike Uptempo, który, niedługo po premierze Triple S, doczekał się kolaboracji z Supreme.

Fila Disruptor

 

Pomimo wieszczonego przez krytyków końca hype’u na dad shoes, bieżący rok zaobfitował w kolejne mocne premiery i zapowiedzi. Calvin Klein wchodzi na rynek z modelem Marvin, a sieć obiegają zdjęcia zapowiadające chunky sneakers sygnowane logo Hugo Bossa. Model Ray od Fila, Adidas Yung-1, M2K Tekno od Nike, Puma Thunder (zwłaszcza kolorystyka Spectra cieszy się dużym zainteresowaniem) czy Reebok Daytona DMX – sportowe brandy szybko zorientowały się, że brak chunky-sneakersów (lub choćby reedycji modeli z lat ’90-00′) w portfolio to zaprzepaszczenie szansy na spory zysk. Nawet brytyjskie Umbro, do tej pory niekojarzone ze światem mody (pomijając kolaborację z Vetements) czy sneakersów, postanowiło wbić się w modny schemat, wypuszczając model Bumpy. Sieciówki też nie próżnowały – hiszpańska ZARA była jednym z pierwszych przedsiębiorstw z odzieżą dla mas, które zdecydowały się wypuścić na rynek kilka sylwetek, mniej lub bardziej słusznie oskarżanych później o kopiowanie designu Triple S. Prócz tradycyjnych klasyków gatunku pokroju Bershki, Pull & Bear, H&M i wspomnianej już Zary, swój model postanowiło też wpuścić… C&A. Z jakością, jak to w przypadku sieciówek, bywało i jest różnie (ale o tym w drugiej części).

Zara Thick Sole Sneaker, Oslo Fashion Week

 

Co dalej?

Jaka przyszłość czeka napompowany już do granic możliwości chunky-trend? Na ten moment trudno powiedzieć, by odchodził do lamusa. Dad shoes urosły do statusu must-have każdej garderoby. Wymyślne, masywne konstrukcje znalazły swoje miejsce zarówno w outfitach sportowych, jak i tych stawiających na minimalizm. Ubierane do dresów, garniturowych spodni, oversize’owych (bądź nie) t-shirtów i koszul wydają się dziś butami pasującymi do większości stylizacji, o ile nie są łączone z popularnymi w erze hype’u na Yeezy 350 skinny-jeasnami, które w takim połączeniu wyglądają co najmniej pokracznie (Migosi kochający się w Triple S są na to najlepszym dowodem).

Na fali powrotu do ciężkich retro-sylwetek i kolaboracji A$APa Rocky’ego z amerykańskim Under Armour, niektórzy wróżyli tchnienie drugiego życia w stare, szerokie skate’owe buty, wydawane m.in. przez DC czy Etnies, charakterystyczne dla początku lat dwutysięcznych.  Trudno na ten moment jednak stwierdzić, czy rynek rzeczywiście pójdzie w tę stronę.

A$AP Rocky x Under Armour SRLo

Vetements próbuje tymczasem przesuwać granicę jeszcze dalej, aż zdaje się do granic groteski, wydając w kolaboracji ze SWEAR kolejny model na ekstremalnie wysokiej podeszwie. Wszystkiemu zdaje się wtórować francuski dom mody Maison Margiela, wręcz zalewający rynek wymyślnymi sylwetkami – choćby ostatnim modelem Retro Fit.

Vetements x SWEAR Suede platform trainers

 

Maison Margiela Retro Fit

Na rynek wchodzi też kojarzony dotąd z odzieżą roboczą oraz maszynami dla przemysłu CAT.

CAT Footwear Intruder

 

Chunky sneakers to przede wszystkim przykład przewrotności świata mody, który – podobnie jak normcore, projekty Demny i postsowiecka estetyka, które się na niego złożyły – zwrócił uwagę konsumenta na pozorną na brzydotę, u której trudno na pierwszy rzut oka doszukiwać się estetyki. Estetyki, którą trzeba w tych butach odnaleźć i umiejętnie połączyć z resztą garderoby. I być może właśnie tak należy zdefiniować cały trend chunky sneakers – jako poszukiwanie estetyki w czymś na pozór nieestetycznym, piękna w brzydocie, wyrafinowania w przesadzie.

 

~łs