Z modą łączyło go coś od zawsze. Jednocześnie jej oddany i od niej stroniący wzbił się na szczyt swoją romantyczną i ezoteryczną wizją znamiennie oddziałując na światowe wybiegi. Przyjrzyjmy się bliżej awangardzie Alexandra McQueena.


Szóste dziecko pary londyńskiego East Endu od początku aspirujące do tworzenia czegoś swojego. Wprowadził do domu zamiłowanie do szycia, oddał się projektowaniu i tworzeniu, aby w roku 1985, miał wtedy 16 lat,  porzucić szkołę i skierować się do Newham College na kurs krawiectwa. Zakochany w formie i kształtach z centymetrem w oku z idealną precyzją szył garnitury w atelier artystów Wielkiej Brytanii. Opanował tą sztukę do perfekcji. Umiejętności i precyzja wówczas zdobyte zaprowadzą go między mury Central St. Martins College of Art a on sam zacznie dostrzegać w modzie coś więcej niż samą sylwetkę.

Sprzeciw, odrzucanie rad i równoczesne chłonięcie inspiracji trafnie oddaje realia charakteru McQueena. Ignorował narzucone tendencje, odchodził od zbyt prostych i akceptowalnych wzorców, co przewija się w każdym jego wystąpieniu. Bilet wstępu na “salony” zyskał dzięki Isabelli Blow. Dyplomowa kolekcja, w której skład wchodziła m.in. sukienka z ludzkich włosów, trafiła w jej ręce i zapewniła projektantowi miejsce między londyńską elitą.

Lecz sukces jego pracy dyplomowej owocuje nie tylko towarzyskimi sukcesami. Alexander pomimo swoich prowokujących wypowiedzi i skandalicznych zachowań zostaje zauważony przez szefa koncernu LVMH (największego koncernu dóbr luksusowych) i dostaje angaż w domu mody Givenchy na stołku dyrektora kreatywnego. Fala świeżego powiewu zostaje ogromnie skrytykowana przez prasę a samego prowodyra nazywa się “przekrętem”

Givenchy, 1997

… do czasu. Konsternacja wywołana prezentacją kolekcji nowego dyrektora okazuje się jedynie instynktownym odbiorem zastosowania przez McQueena nieobowiązujących wcześniej rozwiązań. Sama otoczka złotych strojów i niezwykłych ozdób sali nawiązuje do mitologii z czego Lee nigdy nie zrezygnował. Nie obyło się oczywiście bez charakterystycznego elementu, jakim w tym wypadku była obecność uskrzydlonego modela obserwującego show z góry.

W Givenchy pozostał do roku 2000. Podczas całej współpracy, projektant dzielił czas między pracę dla francuskiego giganta oraz tworzył własny szyld. Doświadczenie zyskane podczas pracy we Francji jest dla niego kolejnym ogromnym prezentem oraz szansą na światowy rozgłos. Z której niezaprzeczalnie skorzystał. Autorski projekt interesuje inwestorów, którzy odkupują 51% udziałów i dążą do ciągłego rozwoju Alexandra McQueena.

Pieniądze nie grają już roli. Alexander zdaje sobie sprawę z braku ograniczeń, a to wpływa na zawieranie przez niego konceptów w swoich dziełach. Może obserwować eksplozję, której doznała jego własna marka. Po roku 2000 otwierają się butiki zdobione jego nazwiskiem, które gości również na ustach każdego z branży. Nikt nie spodziewa się co szykuje McQueen.

Alexander McQueen, 2004

Tajemniczość, mrok i niepokój, które przeważają na wybiegach stają się domeną Alexandra. Ubrania nie są zwykłymi ubraniami, pokazy również nabierają niepowtarzalnego klimatu pod okiem McQueena. Ludzie pokochali testowanie emocji i wywoływanie reakcji przez projektanta a to uczyniło jego kunszt jedynym w swoim rodzaju.

Początek XXI wieku to ciąg obiektywnych sukcesów młodego Brytyjczyka. Rihanna, Kate Moss, Björk to jedynie ułamek wśród celebrytów, którzy utożsamili się z jego pracami. Ponadto, McQueen został wyróżniony m.in. Orderem Imperium Brytyjskiego czy tytułem Projektanta Roku… poczwórnie.

Alexander McQueen, 1999

Ale w życiu McQueena nie odgrywa to absolutnie znaczącej roli. Pogrążony w żalu po śmierci najbliższej przyjaciółki, obarczony odpowiedzialnością, której nie doznał wcześniej oraz obserwowany przez cały świat stoi u schyłku emocjonalnej odporności.

Alexander McQueen, 2008

Isabella Blow umiera w 2007 roku. Przyczyną zgonu było samobójstwo. Będąca dla artysty muzą i inspiracją kobieta była drugą (po matce) w jego życiu, która obdarzyła go przywiązaniem i starała się o jego dobro. Pomimo domniemanej ignorancji i obojętności Alexandra wobec stylistki prezentuje on w 2008 roku pokaz nazwany “La Dame Bleue”  bez wątpliwości stanowiący trybut dla nieocenionego wsparcia Isabelli. McQueen chcąc podkreślić emocjonalny klimat pokazu stworzył serię klonów Blow maszerujących po wybiegu a całą przestrzeń spryskał wonią ulubionych perfum przyjaciółki.

Staranność McQueena zawsze sięgała maksimum. Dbałość o każdy szczegół aranżacji czy krawiecki szew to coś, do czego przyzwyczaił swoich odbiorców. Na pokazach prezentował zatem nie tylko poświęcony dziełom czas, lecz także coś, co było elementem wspólnym każdego na widowni. Emocje i wizje- właśnie to uwznioślał Lee. Budząc w widzach niepohamowane instynkty ożywiał modę i szerzył świadomość.

Alexander McQueen, 2001

Kochał szokować. Uważał, że statyczny, tradycyjny, rutynowy pokaz to strata czasu. On domagał się najsilniejszych emocji. Mieszał wzory, tradycje, łączył piękno z ohydztwem- nie bał się.  Wychodził z założenia, iż to właśnie zwierzęcy instynkt definiuje każdego z nas i sam wyjmował “najstraszniejsze potwory z szafy”.

Alexander McQueen, 2009

Oglądając projekty McQueena i towarzyszące im przedstawienia widzimy ostry kontrast między rzeczywistością a najgorszym snem. Paradoksalnie jednak Alexander nie plasował się jako człowiek nadto wytrwały i nigdy nie zostałby nazwany synonimem “mrocznego”. Można wysnuć tezę wręcz przeciwną. Dostrzeganie przez jednego człowieka tak wielu odmian brzydoty świata wymaga od niego niezwykłej na owe kwestie wrażliwości.

I możliwe, że to właśnie ona po 40 latach życia artysty go przerosła. Dotknięty przez szereg tragedii, będący ofiarą traum wieczny marzyciel targnął się na własne życie 11 lutego 2010 roku, dzień przed pogrzebem swojej matki. W ostatniej kolekcji pragnął przywrócić dawny blask diamentom dawnych epok, które w dobie internetu, jak sam stwierdził, znikły.

Ogół starań w dążeniu ku upiększeniu mody nierozerwalnie będzie kojarzyć się z nazwiskiem McQueena. Despotyczny i ekscentryczny artysta szedł drogą własnej intuicji, co doprowadziło go na sam szczyt, lecz czy tego właśnie chciał? 

~an