Moda to nic takiego. Sposób ubierania nie ma wpływu na twoje życie ani nie odwzorowuje kim jesteś. To zbędne.


Mimo wciąż rosnącego zainteresowania kulturą ubioru ludzi w Polsce, to właśnie takie opinie dominują wśród społeczeństwa. Może mieć na to wpływ podłoże historyczno-kulturowe, popularyzacja kultury (lub jej brak), ogólnikowe „tabu” czy wrodzona racjonalność względem analizy opłacalności. Jak bowiem pozbyć się obaw, zapomnieć słowa „twardszych” kolegów w luźnych spodniach czy, najistotniejsze dla filarów rynku odzieżowego w Polsce, wyjaśnić tajniki nowego trendu starszym? Cała konsternacja na temat ogólnie ujętego „ubioru” zdaje się wypływać ze zwykłego braku zaznajomienia albo czystej niechęci do sprawy.

Powódki przyszłościowe oczywiście znajdują swoje uzasadnienie, doświadczenie jest najważniejszym czynnikiem podejmowania decyzji ale co, jeśli to doświadczenie opiera się na jednym aspekcie pomijając wszystkie pozostałe? Uwagi na temat zmian przeróżnych odłamów codzienności wciąż odbiera się jako negatyw mącący tylko w świetle “świetnej” rutyny. Ale ta rutyna zmianie musi czasem podlegać, aby zamiast łagodnych przejść nie napotkała zrywu. Jak to ma się do mody? Głosy krytyki nadciągające ze strony roczników metaforycznego Pewexu pomimo swojego powierzchownego absurdu dla młodszych pokoleń są ciekawą odskocznią i nowym punktem widzenia a czy nie to pragniemy znaleźć? Odpowiedź jest prosta, jednak niekoniecznie dla nas łatwa do uzyskania. Omawianie problemu globalizacji czy akcji wielkich koncernów wydaje się w tym wypadku truizmem a sytuacja z rodzimego podwórka jest każdemu doskonale znana.

Między tymi sprawami, grającą pierwsze skrzypce wydaje mi się nie okres znacznych ograniczeń, braku akceptacji i odmiennych opinii otoczenia czy przeładowania kontentem. Żyjąc w erze triumfu indywidualności nad integracją to właśnie nasza opinia wiedzie prym. Łącząc to z zamiłowaniem do estetyki powstaje wiele niesamowitych wyników widocznych na wybiegach i w sieci, które doskonale znamy i to właśnie ją chwalimy i uwielbiamy.

Tylko znajomość z estetyką to relacja trudna do nawiązania, niestabilna i często nieopłacalna. Nie wychodząc z inicjatywą odnalezienia swojej własnej metodą prób, błędów czy selekcji mogą umknąć nam niuanse decydujące o uzasadnieniu geniuszu czy to Manolo Blahnika czy też Virgila Abloha. Nie wspominając nadto o zasadzie „jak cię widzą, tak cię piszą”.

Moda zawsze była odniesieniem do spraw bardziej i mniej ludziom przyziemnych. To jak wyglądamy to pierwsze uściśnięcie dłoni w nowej sytuacji, zyskanie lub stracenie szansy czy prowokacja rozmowy. Ważnym jest zatem dbanie o jak najlepszą prezencję… i to właśnie tu rozbiegają się drogi większości. Otóż wybór „perełek” wśród stałe rosnącej kupy modowych landszaftów graniczy z cudem nawet dla tematem zainteresowanych. Niestety, konsumpcjonizm i jego szeroki wachlarz dóbr okazuje się problematyczny i łudzący, o czym sami możecie się przekonać przeglądając najlepsze biuro statystyk streetwearu- facebookowe grupy i umieszczane tam coraz to nowsze reklamy coraz prostszych i oczywistych biznesów. Dlaczego? W tym wypadku bezpieczniej stronić od oczywistej odpowiedzi.

Jak zatem dbać o rozwój swojego eksperckiego oka? Z pomocą na pewno przyjdzie Paryż, Londyn czy Nowy Jork ze swoim bogatym zapasem reprezentantów i ich dzieł, jednak jest jeszcze ktoś, kto może okazać się ogniwem najistotniejszym, lecz ten ktoś przychodzi dopiero później… Domyślasz się kto to?

~an