W modzie, tak jak w każdej branży, aby pozostać na piedestale, trzeba iść z duchem czasu. Niektórym to wychodzi dobrze, inni zatracają się w wypracowanych przez lata schematach, stopniowo obniżając swoją pozycję na scenie. Jedną z marek borykających się z tym problemem jest Roberto Cavalli.


Początki tego brandu przypadają na lata 70′ XX wieku. Projektant, od którego imienia i nazwiska stworzona została nazwa, zasłynął z wykorzystania rewolucyjnych technologii druku na skórach. Innymi sztandarowymi projektami butiku były wzory zwierzęce. Marka gościła wielokrotnie na Fashion Weekach i przez wiele lat przynosiła oczekiwane zyski. Nic nie trwa jednak wiecznie, jeżeli nie jest dobrze zarządzane. Dawna renoma stopniowo zaczęła mieszać się z głosami krytyki, a rewolucyjne projekty z nieco kiczowatymi, przejadłymi, w których gustowali przede wszystkim nuworyszowscy ludzie w średnim wieku, dla których najważniejszym elementem stroju jest branding.
W tym czasie rywale nie próżnowali – mimo, że nie była to jedyna marka zmagająca się z podobnymi problemami, większość z nich wracała na odpowiednie tory. W Roberto Cavalli okres stagnacji wciąż trwał, zbierając coraz większe żniwa. Nieudolność objęła również sekcje logistyczne, narażając brand na narastające straty, w drugiej dekadzie dwudziestego pierwszego wieku liczone już w dziesiątkach milionów dolarów.

Roberto Cavalli (2015)

Sam Cavalli, widząc że niewiele może zdziałać, w 2015 roku zrzekł się 90% praw materialnych do brandu, wartego wówczas 390 milionów euro, sprzedając je przedsiębiorstwu Clessidra SGR. Firma spodziewała się, że sytuację marki uda się ustabilizować do końca 2018 roku. Aby osiągnąć ten cel, stanowisko dyrektora generalnego obsadzili osobą Giana Giacomo Ferrarisa. Wybór nie był przypadkowy, bowiem człowiek ten wyprowadził wcześniej z podobnego dołka Versace.

Ferraris na zdjęciu z Donatellą Versace

Zaledwie kilka miesięcy później, już w 2016 roku szeregi marki opuścił jej główny projektant – Peter Dundas. Mniej więcej w tym samym czasie Ferraris ogłosił pierwsze cięcia, pozbywając się prawie 30% kadry pracowniczej i zamykając wiele sklepów stacjonarnych. Zaczęto podejmować również kroki, które miały na celu usprawnienie procesów logistycznych. W 2017 rok marka weszła z nowym dowodzącym zespołem projektowym – Paulem Surridgem.

Jedne z pierwszych projektów Surridge’a

Zachowano ten sam cel – osiągnięcie stabilizacji do końca 2018 roku. Już wtedy scenariusz ten wydawał się być zbyt optymistyczny. Straty powiększały się, a marka tonęła w coraz większych długach. Wartość całego sektora dóbr luksusowych odnotowywała w tym okresie znaczne wzrosty, co tylko podkreślało tragizm sytuacji Cavalli’ego. Kolejne miesiące ani lata nie przyniosły jednak poprawy, pomimo kontynuacji polityki narzuconej przez Ferrarisa. Clessidra została zmuszona do poszukiwania inwestorów. Na początek 2019 roku rzekome zainteresowanie wyraziła grupa OTB, która jest w posiadaniu większości akcji m.in. marki Diesel. Mówiono także o negocjacjach z Philippem Pleinem. W obu przypadkach nie osiągnięto jednak porozumienia. Prawdopodobnie inwestycja okazała się zbyt ryzykowna.

Kendall Jenner w kampanii kolekcji marki na sezon SS19

Kilka dni temu, bowiem 25 marca, o swoim odejściu poinformował Paul Surridge. W kolejnych dniach amerykański oddział firmy zamknął wszystkie butiki stacjonarne, jednocześnie składając wniosek o ogłoszenie upadłości. Walka jednak się nie zakończyła – Clessidra nawiązała współpracę z ekspertami pochodzącymi z rodziny Rothschildów. Obecnie prowadzone są negocjacje z kolejnym potencjalnym inwestorem – nowojorskim BlueStar Alliance. Czy wyjdzie z tego cokolwiek pozytywnego dla brandu? Czas pokaże. Nie trzeba jednak być ekspertem, żeby stwierdzić, iż marka znajduje się w stanie agonalnym.

Mamy nadzieję, że sytuacja tego upadającego giganta stanie się przestrogą dla innych i nie będziemy musieli w przyszłości oglądać podobnych spektakularnych porażek, którym nie są w stanie zapobiec nawet najwięksi eksperci.

~bs