W dobie globalizacji praktycznie każdy gotowy produkt jest przedmiotem handlu międzynarodowego. Nie inaczej wyglada to w branży modowej, zarówno jeżeli chodzi o high-fashion, jak i uczęszczane przez większość społeczeństwa „sieciówki”.


Nic zatem dziwnego, że w interesie społeczeństwa jest ułatwianie wymiany i upraszczanie jej poprzez odpowiednie ustawy. Na dłuższą metę przynosi to wielostronne korzyści – konsument, najczęściej obywatel jednego z państw zachodnich, przedstawiciel klasy średniej lub wyższej, może cieszyć się produktem o dobrym stosunku jakości do ceny, zaś do niedawna stosunkowo biedne państwa wschodu pokroju Wietnamu, Kambodży lub Bangladeszu mają możliwość dostosowywania swoich struktur gospodarczych do panujących standardów poprzez zmniejszanie udziału rolnictwa na rzecz usług oraz przemysłu, dzięki czemu uzyskują możliwość rozszerzenia eksportu, w wyniku czego ustawicznie podwyższają komfort życia swoich obywateli.

Doskonałym przykładem na ukazanie skutków tego, co prawda czysto kapitalistycznego, acz działającego systemu jest obecna przepaść pomiędzy chińskimi miastami fabrycznymi, w których obserwujemy dynamiczny rozwój, powodowany niczym innym niż globalizacją, a wciąż biedniejącą chińską wsią.

Czymże jednak jest dobro jednostki w obliczu międzynarodowych sporów politycznych? W imię własnych interesów rządzący posuwają się do różnych kroków, których skutki finalnie w największej mierze odczuwa prosty konsument. Jedną z takich decyzji jest zaaprobowane przez Donalda Trumpa prawo o zwiększeniu cła na niektóre produkty importowane z Chin z 10% do aż 25%. Na pechowej liście znalazły się również ubrania. Nie jest tajemnicą, iż znaczna większość asortymentu butików i sieciówek jest produkowana w Chinach. Spowoduje to wzrost kosztów, których bynajmniej korporacje nie będą chciały pokryć z własnej kieszeni. Ceny wzrosną, a nowości modowe staną się jeszcze bardziej nieosiągalne dla przeciętnego zjadacza chleba.

Tak jak prostą produkcję, obejmującą na przykład bieliznę, czy t-shirty można przenieść do innych państw (co i tak wiąże się z kolejnymi inwestycjami), tak niektóre produkty wymagają wyższych technologii, których sprowadzenie tam mogłoby okazać się zbyt skomplikowanym logistycznie procesem. Dotyczy to przede wszystkim ubrań od projektantów, które mimo wszystko muszą spełniać odpowiednie standardy. Według FDRA, wprowadzone prawo uszczupli corocznie kieszenie konsumentów łącznie o około 7 miliardów dolarów! Odzew ze strony przedsiębiorstw jest chyba oczywisty. O protestowanie przeciwko projektowi już dwa tygodnie temu apelował Walmart, krytyczne stanowisko w tej sprawie przedstawili również Nike oraz Under Armour.

Czy dbanie o wizerunek na scenie międzynarodowej może być dla władz usprawiedliwieniem działań na szkodę obywateli? Czy ludzie nie zagubili się już w poczuciu bezradności wobec śrubowania ich coraz to kolejnymi opłatami, które wydają się dla nich wręcz karzące? Warto udzielić sobie odpowiedzi na te pytania, bowiem pamiętajmy – wszystko jest możliwe w dobrze zbudowanym społeczeństwie.

~bs