Możemy nazwać projektanta artystą, jednak czy zawsze malarz lub rzeźbiarz jest dla nas projektantem? Sztuka to szeroka dziedzina a jej odłamy często się przenikają, pokażmy zatem kilka przykładów, kiedy sztuka weszła na modowe wybiegi.


Sztuka oscylowała wokół mody od zawsze. Świat muzealnych eksponatów to bowiem nie tylko źródło inspiracji, lecz także streszczony podręcznik od estetyki, a jego znajomość dla twórców mody wydaje się być niezbędny.

Jednak między sztuką a modą do niedawna występowała specyficzna zależność. Dobrze na początku zauważyć, że od sztuki dawnej do początków XX wieku była ona jedynie pewnego rodzaju “rzutnikiem” modowych zwyczajów. Później wszystko się odmieniło. Moda nie była tylko prostym elementem w kompozycji, zaczęto w nią ingerować i bawić się jej formą. Stopniowa przemiana ostatecznie doprowadziła do przeniesienia sztuki z płótna na wybieg.

Najbardziej rozpoznawalnym przykładem tego procesu pozostaje powstała w 1965 roku kolekcja Mondrian od Yves Saint Laurent. Kolekcja jesień-zima to hołd dla twórcy neoplastycyzmu i skierowanie się ku awangardzie. Saint Laurent słynął ze swojej miłości do sztuki i umiejętności wykorzystania jej idealnych proporcji w swoich projektach, jednak Mondrian to dzieło zdecydowanie opisujące rozmiar współzależności między modą a sztuką.

Yves Saint Laurent, jesień-zima 1965

Potem stopniowo wszystko zaczęło nabierać podobnego charakteru. Znajomość historii sztuki i procesów nią kierujących stało się wyznacznikiem poziomu estetycznego i konkretną cechą. Ludzie zauważyli, że modę można kontemplować na ten sam sposób, co dzieła wystawione w galeriach…

…i mieli możliwość oddać się temu już nie tylko tam. Sztuka opuściła muzealne amfilady kierując się na pokazy. Tam objawiła się z innej strony. Zwolennicy innowacji stwarzali różne pola do włączenia sztuki do swoich dzieł i nadania im nieco głębszego wydźwięku. Mistrzem w tej materii okazał się Alexander McQueen. Pokazy Brytyjczyka zamieniły się w magiczny performance’u, który ciężko zdefiniować jako stricte “tylko” (lub “aż”) moda.

Alexander McQueen, wiosna-lato 1999

Cały wiek XX ukształtował grunt i wytworzył dominującą opinię o wartości sztuki i potrzebie jej zagoszczenia w modowym światku na dłużej. Projektanci zaczęli tworzyć coś w rodzaju sztuki użytkowej, stali się artystami z określonym polem manewrów a sama sztuka rozkwitnęła ponownie po sukcesywnym w swej historii wieku XVIII, kiedy to pierwszy raz stała się ogólnodostępna.

Globalizacja w połączeniu z omawianymi przemianami dała nam wiele akcji włączających artystów do projektowania ubioru, jak było to w przypadku połączenia sił Jeffa Koonsa z Louis Vuitton czy projektu IKEA ART EVENT, do którego w tej edycji zaangażowano Virgila Abloha.

“Masters”; kolaboracja Louis Vuitton z Jeffem Koonsem, 2017

Twórca najdrożej sprzedanej rzeźby celuje w sztukę pretensjonalną i wręcz dziecinną, lecz nie jest to odczuwalne w wyniku współpracy z Francuskim LV. Koons postawił na przybliżenie odbiorcom twórców od renesansu po postimpresjonizm przemieniając obrazy w akcesoria codziennego użytku. Tym samym “wielka sztuka” przyjmuje formę bardziej odpowiadającą obecnemu stanowi rzeczy. 

Moda stała się nowym środkiem wyrazu będącym kompromisem między dziełami z białych ścian i obiektami użyteczności mas. Żyjemy w czasach, kiedy to koniunktura rządzi kulturalnymi preferencjami a idea “sztuki powszechnej” staje się realniejsza niż dotychczas.  Zatem… czy moda nie jest jedynie specyficzną odmianą sztuki bardziej dostępnej i odpowiadającej wymaganiom ludzi XXI wieku?

~an