Przybliżona sylwetka człowieka, który pomimo ogromnego wpływu na świat mody, jestw nim widoczny zaledwie poprzez swoje prace. 


Krąży opowieść, jakoby będąc jeszcze małym chłopcem, prosił swoje starsze koleżanki, by udając sekretarki Richarda Avedona umawiały go na sesje z modelkami z agencji. Podobno tym sposobem udało mu się uzyskać autograf samej Twiggy, a nawet zamienić z ikoną parę słów. Moment na współpracę z Brytyjką przyszedł jakiś czas potem, gdy sam miał już gruntowną pozycję w świecie mody. Steven Meisel, bo o nim mowa, dokładnie dziś (tj. 5 czerwca) obchodzi swoje 65. urodziny.

Uznawany za najbardziej wpływowego fotografa w świecie mody nowojorczyk jest obecny w branży na każdym kroku, a jednocześnie nie ma go nigdzie. Fotograf w ciągu 45 lat kariery udzielił zaledwie kilku wywiadów, choć przez 2 dekady mógł szczycić się monopolem na tworzenie okładek dla Vogue Italia, a od 2004 na kampanie dla domu mody Prada. Meisel jest również uważany za odpowiedzialnego rozwojowi karier takich sław jak Naomi Campbell, Christy Turlington, Linda Evangelista, Natalja Vodianova czy Coco Rocha. Na jego urodzinowej liście gości zapewne nie zabraknie także Madonny, u której cieszy się statusem przyjaciela oraz kreatora oprawy albumu Like a Virgin. Oczywistością wydają się już chyba liczne współprace Meisela z najsłynniejszymi tytułami i domami świata mody: Interview, Vogue US, Balenciaga, Louis Vuitton, Valentino czy Versace, aby wymienić kilka. Nawet przeważnie unikająca wszelkiej formy reklamy, Anna Sui, dla Stevena odstąpiła od swojej zasady.

Skłonność fotografa do podejmowania jakiegokolwiek kontaktu z dziennikarzami średnio raz na 7 lat często tłumaczy się przez pryzmat krążących na temat Meisela plotek o rzekomej arogancji artysty. Popkulturową legendą stała się już anegdota o współpracy fotografa z Mickiem Jaggerem, która zakończyła się opuszczeniem przez muzyka planu zdjęciowego na skutek zbytniego napuszenia Stevena. Podobno ma też nie przyjmować zleceń za mniej niż 30 tys. dolarów za dzień pracy, a i nawet nie kontaktuje się z osobami powierzającymi mu zadanie wykonania zdjęć — wysiłkiem tym ma obarczać swoje agentki.

Wszystkie te doniesienia nie powstrzymały jednak Donatelli przed nazwaniem Meisela geniuszem, a Małgosi Beli przed rozpływaniem się nad pracą z nim. Również Ruven Afanador wypowiada się o Stevenie jak o swoim guru. Jedynie Yves Saint Laurent ochrzcił fotografa mianem kserokopiarki, uznając, że wszystkie zdjęcia robi identyczne, lecz na moment chyba zapomniał, kto stał za realizacją kampanii perfum Opium…

Czy fotograf, którego prace choć raz nie wzbudziły kontrowersji, wciąż może nazywać się fotografem? Akurat o to Steven martwić się nie musi, w końcu przez lata należał do słynnego duetu Meisel-Sozzani, który słynął ze swoich dobitnych reakcji na problemy współczesnego świata. Sesja z motywem porwania samolotu po 9/11, zdjęcia karcące nadmierną ingerencję chirurgiczną we własne ciało czy całe wydanie Vogue Italia wyłącznie z udziałem czarnoskóry modelek. Najgłośniejszym echem odbiła się jednak odpowiedź pary na ekologiczną katastrofę z 2010 w Zatoce Meksykańskiej, kiedy to wyciek ropy zakaził tamtejsze wody. Modelki i modele występujące jako zatrute ryby, zamiast promować ubrania, odzwierciedlały ignorancję problemu przez odpowiedzialną za to korporację. Każda z tych sesji pozostaje w pamięci na długo — czyli cel wykonany.

Moda już dawno uległa zalotom fotografii zręcznie wykorzystując wytwory tej dziedziny. Służą one za reklamę, manifest czy, najzwyczajniej, estetyczny obraz dla pobudzenia zmysłów. Dlatego fotografowie stali się częścią grupy, do której należą m.in. projektanci czy modelki. Wśród nich, siedzący cicho w kącie Steven Meisel, dla wielu będący istotną częścią tego społeczeństwa. W dniu jego urodzin życzmy mu coraz liczniejszych sukcesów.

~az