Od początku drugiego tysiąclecia ma miejsce kolejny rozdział, jeśli chodzi o to, co znajduje się „na dole” sportowych butów. XXI wiek to także częściowy odwrót od poduszek gazowych i szukanie alternatyw.


Nowe pomysły od Nike

Swój nowatorski projekt Nike zaprezentowało już w 2000 roku. Shox R4, bo tak nazywał się pierwszy model z serii, bez wątpienia zwracał na siebie uwagę. Dzisiaj kiczowata, 19 lat temu futurystyczna, biało-srebrna cholewka musiała robić wrażenie, ale najlepsze znajdowało się niżej. W tylnej części podeszwy znajdowały się cztery gumowe sprężynki, które bardzo skutecznie zwracały energię. Niespotykana nigdy wcześniej seria butów cieszyła się początkowo całkiem dużą popularnością, dołączyły do niej buty koszykarskie, a sam system rozłożono wkrótce na całą podeszwę. Jednak w przeciągu około 10 lat popularność Shoxów znacząco spadła, a winę za to ponosi sam producent. System zatrzymał się w miejscu, a wygląd wyposażonych w niego butów cały czas tkwił w początkach XXI wieku. Dzisiaj Nike Shox to relikt przeszłości, kojarzący się niezbyt pozytywnie. Nie tak dawno temu gigant z Oregonu planował powrócić do sprężynowej serii z modelem Shox Gravity i hasłem „The ‘Boin’ is back” – bez większych sukcesów.

Wygląd systemu jak i całych Shoxów R4 do dzisiaj budzi kontrowersje

Kolejna technologia od Nike zadebiutowała w 2004 i zyskała nazwę Free. Zamysłem było jak najdoskonalsze odwzorowanie ruchów stopy i stworzenie obuwia, które w żaden sposób nie będzie jej ograniczało. Sam pomysł nie był nowy, jednak jeszcze żaden producent nie podszedł do sprawy tak jak Nike. Cała piankowa podeszwa Free 5.0 była pocięta na niewielkie kwadraty, które zmieniały pozycję zależnie od ruchu danej części stopy. Czemu w nazwie nowego modelu znalazł się dopisek „5.0”? Podeszwa Free miała przystosować biegacza do naturalnego biegu, a każdy mniejszy numer oznaczał buty lepiej odwzorujace ruch stopy – bardziej elastyczne, ale mniej amortyzujące. Naturalne biegówki okazały się hitem sprzedażowym, a znacznie ulepszone modele cieszą się popularnością do dzisiaj. Sukces Free pokazał, że skomplikowane technologie niekoniecznie są tym, czego chcą klienci. Czy w związku z tym producenci zaprzestali walki o zdobycie tytułu „króla amortyzacji”? Nie, a już wkrótce miało się okazać, że wojna stanie się bardziej intensywna…

Elastyczność podeszwy Nike Free 5.0

 

Air już tylko reprezentacyjny

Jeśli chodzi o słynną poduszkę gazową, od premiery bestsellerowych Air Maxów w 1997 nie robiono z nią nic. Najlepszymi biegowymi najkami były Shoxy, Free i modele z Zoomem. Kolejne flagowce z serii Air Max prezentowano cały czas, ale przez dziewięć kolejnych lat nie zmieniono nawet wyglądu Aira znajdującego się na całej długości podeszwy. Ewolucja zaszła dopiero w 2006, kiedy na rynek weszły Air Maxy 360 z midsolem składającym się w zasadzie z samego Aira. Później w 2009 zmieniono nieco design podeszwy i … do 2017 znowu nie ruszano niczego. Wtedy zaprezentowano pierwsze Vapormaxy – buty składające się z cholewki i powietrza w elastycznej osłonce. Kampania reklamowa miała przekonać, że Air Vapormax Flyknit to przyszłość biegania, ale dzisiaj Vapory to lifestylowy pokaz możliwości, a nie profesjonalny sprzęt treningowy.

 

Adidas i Reebok próbują

Dwie niezwykle popularne europejskie firmy odzieżowe, wydawały się nie mieć żadnych szans z Nike. W 2006 Reebok został wykupiony przez Adidasa i w efekcie firmy mogły opracowywać nowe rozwiązania w zasadzie razem, ale zanim do tego doszło, niemiecki producent zaprezentował coś naprawdę przełomowego. Model Adidas_1 opierał swoje działanie na miniaturowym komputerze, który zależnie od podłoża zmieniał poziom amortyzacji buta przy pomocy stalowej linki znajdującej się wewnątrz. Jeśli ustawienia komputera były dla nas odpowiednie, mogliśmy zmienić je manualnie przy pomocy przycisków umieszczonych po bokach. Pomysł był bez wątpienia ciekawy, jednak problemem „Jedynek” była ogromna cena (wynosząca ok. 700 dolarów) i ciągłe usterki komputera. Adidas wprowadził wkrótce koszykarską wersję i udoskonalony model 1.1, a później o rozwiązaniu świat zapomniał.

Adidas_1

Kolejne lata to mnóstwo autorskich rozwiązań Reeboka. Pierwszym głośniejszym przykładem były Reeboki Zigtech z elastyczną podeszwą o zygzakowatym kształcie. Owszem, wyglądało to efektownie, ale spełniało identyczną funkcję jak sławna podeszwa Nike Free.

Reebok Zigtech – ciekawy pomysł, ale spóźniony o kilka lat

Rok później pokazano adresowaną do kobiet serię butów EasyTone (razem z bliźniaczymi RunTone i TrainTone), które poprzez samo chodzenie miały poprawiać nogi i pośladki. Nadzwyczajne efekty miały być możliwe dzięki podeszwie generującej niestabilność (stanowiącej ewolucję DMX), która zmuszała dolne partie ciała do cięższej pracy. Niedługo później okazało się, że na zbawienny wpływ chodzenia w EasyTone’ach nie ma żadnego dowodu, a Reebok po decyzji Federalnej Komisji Handlu USA musiał zapłacić 25 milionów dolarów odszkodowania. Nie pomogła kampania reklamowa z pośladkami Edyty Herbuś, Anny Muchy czy Mirandy Kerr. Niestabilna podeszwa była spalona.

W reklamach Reeboków EasyTone podkreślano ich wpływ na budowanie mięśni pośladków

Pod koniec 2013 premierę miał outdoorowy model ATV+ 19, którego podeszwa zawierała 19 ustawionych pod odpowiednim kontem wypustek. Miały one zagwarantować dobrą trakcję i niezależną amortyzację pod każdym kontem. Pomysł był ciekawy, ale przez dyskusyjny wygląd, ATV również nie osiągnęły sukcesu.
Spór o Boosta
Co wydarzyło się w 2013 wie chyba każdy sneakerhead – Adidas pokazał innowacyjny system Boost. Na czym on polega? To wynaleziony przez potentanta chemicznego BASF spieniony poliuretan termoplastyczny (E-TPU), którego każda pojedyncza granulka jest niesamowicie sprężysta. Buty z Boostem z miejsca stały się hitem – początkowo wśród sportowców, a od 2015 (kiedy Kanye West pierwszy raz założył białe Energy Boosty) również w środowisku streetwearowym.

Czy ktokolwiek w 2013 spodziewał się tak ogromnego sukcesu Boosta?

Na E-TPU postanowił jednak skorzystać ktoś jeszcze. Już rok po premierze pierwszych Energy Boost, Puma pokazała buty z serii NRGY z dokładnie identyczną technologią. Okazało się, że Puma również pracowała z BASF, ale gdy ta firma ostatecznie wybrała Adidasa, mniejszy producent obuwia zaczął produkować E-TPU z nowym podwykonawcą. Sprawa skończyła się w sądzie, a ten o dziwo orzekł na korzyść Pumy. Od tej pory „styropianową” podeszwę umieścić może każdy producent. Z okazji skorzystał ASICS, który do podeszwy dodał granulki kolorowego silikonu i nadał jej nazwę HyperGEL.

W modelu HyperGEL-Lyte zrezygnowano z autorskiego systemu ASICSa, na rzecz rozwiązania Adidasa

Nike już jakiś czas temu znalazło odpowiedź na rewolucyjną technologię Adidasa. To Nike React – jednoczęściowa podeszwa z bardzo elastycznej i wytrzymałej pianki.

Nike React. Czy tak wygląda boost killer?

 

Dzięki Reactowi firma odzyskała część klientów utraconych na rzecz Boosta, aczkolwiek amerykańska firma nie jest już niekwestionowanym liderem, jeśli chodzi o technologię podeszwy. Czy uda im się odzyskać dawną pozycję, a może to Adidas stanie na czele? To okaże się w ciągu kilku najbliższych lat.