Kiedyś najrzadziej noszony kolor, dziś ulubieniec wielkich domów mody, sieciówek oraz, przede wszystkim, klientów. 


Barwa o największym natężeniu szczęścia. Jednoznacznie kojarzy się z radością oraz wszelakimi jej aspektami, chociażby umiejącymi wywołać sporą dawkę endorfin bananami. Odcień ten nie jest chemiczną nowością dla świata, natura i społeczeństwo znało i zręcznie wykorzystywało jego estetykę na niezliczoną ilość sposobów. Żółty pomijany był praktycznie jedynie przez modę, która, w ciągu co najmniej kilku ostatnich dekad, przygaszała jego blask bezpieczną, jak to mamy w zwyczaju monotonnie powtarzać, czernią oraz niezbyt zachęcającą opinią wśród noszących. Pogrubia, nie pasuje, w ogóle jakiś brzydki. Jeszcze 5 lat temu, wyjście poza próg własnego mieszkania w (zaznaczmy: klasycznej) żółtej sukience czy koszuli symbolizowało ekstrawagancję oraz skłonność do modowych eksperymentów. Dziś, takie ubrania są w ofercie każdej szanującej się marki, a sama żółć rozświetla przemysł odzieżowy niczym brylujące nad planetami Słońce.

Kolory do mody wchodzą i z niej wychodzą. Dana barwa jako trend sezonu nie jest niczym nadzwyczajnym, choć jest to zjawisko trwające zwykle nie więcej niż te 6 miesięcy, czyli do pokazów na następne pory roku. Oczywiście są odcienie, które do mody weszły, ukryły się gdzieś za zasłoną i z tego względu siedzą tam dłużej niż reszta ich sąsiadów z gamy barw. Mniej więcej tak zadziało się w 2015 roku z millennial pink, który, choć bardzo ładny, na swoje nieszczęście został przypisany do określonej grupy społecznej, którą miał utożsamiać i reprezentować. Zaczęło wiązać się to z pewnego rodzaju bojkotem koloru ze strony innych zbiorowisk, między innymi młodszej Gen Z. Poszukiwali własnej barwy, bardziej uniwersalnej i liberalnej, która mogłaby być elementem ubioru szerszego grona odbiorców.

Wybór nie bez przyczyny padł na żółty. Kolor optymizmu i pozytywnej energii, zjawisk tak potrzebnych w życiu każdego z nas. Dodatkowo, bardzo wielopłaszczyznowy. Żółty nie funkcjonuje jako jeden z dwóch możliwych kolorów przewodnich tzw. gender-reveal party przed narodzinami dziecka. Może być dla niej, dla niego, dla wszystkich. Jest przeciwieństwem fioletu, barwy monarchii, więc i życia ponad stan, którego doświadcza niewielu. Do atutów żółci zaliczyć można także słabość popkultury do jej osoby — koloru? – chociażby łódź podwodną Beatlesów czy Yellow Coldplay.

Moda na żółty przyszła także wraz z pojawieniem się nowego światka nastolatków zafascynowanych Skandynawią i kaktusami, które masowo hodowali na własnych parapetach. XXI-wieczni hippisi, odziani w Kankeny i krótkie Martensy, za swojego Jimiego Hendrixa uznali Vincenta van Gogha. Za życia, twórca Słoneczników, nie krył swojego uwielbienia do wszelakich odcieni żółci, co szybko zostało podłapane przez jego teraźniejszych pasjonatów. Trendspotterzy zaalarmowali o nowym młodzieżowym nurcie i jego upodobaniach marki odzieżowe, a te odpowiedziały hurtową produkcją ubrań w ukochanym kolorze holenderskiego artysty, których sprzedaż była wyższa nawet od świeżych bułeczek.

Co prawda, żółty nie dostał się w elitarne szeregi kolorów basic, które nosimy na potęgę i które tworzą podstawę każdej szafy, ale jego częstsza obecność nieco zmieniła koncepcje niektórych brandów. Na ostatnich pokazach mogliśmy podziwiać stosunkowo sporo żółtych total-looków na kilku wybiegach, m.in. Off-White czy Max Mara słynącej przecież ze swojej klasycznej natury. Płaszcze o cytrynowym odcieniu to propozycja Balenciagi, zarówno w kolekcji Ready-to-Wear, jak i Pre-Fall. Żółty otworzył też furtkę na modowy świat dla swojego młodszego brata, pomarańczowego. Obie barwy, w swoich neonowych postaciach, są silnym sezonowym trendem.

Kolor nowojorskich taksówek odsunął nas od wiecznego stonowania ubioru i sięgania po odcienie jedynie czarno- czy białopodobne. Schowany za zasłoną, żółty, jeszcze na długo pozostanie w sferze świata mody obdarzając nas samych uśmiechem, a Homera Simpsona dumą.

 

~az